Tag Archives: Stumptown

Wrześniowy preorder (2014)

Póki co żadne inne posty mi nie wychodzą oprócz zapowiedzi i ewentualnych preoderów, cały czas jednak mam nadzieję, że kiedyś coś zrecenzuję. Być może jeszcze w tym miesiącu taki tekst się pojawi, ale co to będzie – sam jeszcze nie wiem. Tymczasem mam dla Was garść zeszytów (spalił na panewce plan całkowitego wycofania się z ich zakupu), które we wrześniu trafią na moją półkę. Jest też kilka „jedynek”. Zacznę od tej z Boom! Studos.

1. Cloaks #1 (Boom! Studios).

Cloaks_01_Cvr_Noto

Boom! zbiera w moim portfelu coraz większe żniwo. W zasadzie to nie ma już w  tym wydawnictwie miesiąca bez ciekawej premiery. Tak jest i tym razem. Komiks o ulicznym iluzjoniście wplątanym w działania tajnej organizacji ma co najmniej dwóch ojców – pierwotnie pomysł na tę mini-serię wyszedł od  aktora i scenarzysty Davida Henrie’go, za scenariusz natomiast odpowiedzialny jest Caleb Monroe (Steed and Mrs. Peel, Occupy Comics). Mini-seria narysowana będzie przez Mariano Navarro (Protocol: Orphans) i w założeniu ma być trochę thrillerem i trochę historią szpiegowską. Co ciekawe, wątek iluzjonisty na usługach tajnej agencji (co będzie kanwą komiksu) nie wziął się z kosmosu  CIA też kiedyś podobno współpracowała z iluzjonistami, a w czasie II wojny światowej również się poniekąd przydawali (jak twierdzi Monroe). Twórcy pomimo skromnego dorobku macali już palce w podobnej konwencji, więc teoretycznie powinni wiedzieć co i jak się pisze (lub rysuje). Summa summarum, tytuł wydaje się obiecujący.

2. Grendel vs. The Shadow #1 (Dark Horse)

grendelvsshadow

Przyznam, że jestem więcej niż zielony jeśli chodzi o te postacie.I chyba głównie to mnie skłoniło do zainteresowania się tym tytułem – liczę, że będzie to dla mnie początek jakiejś większej przygody z tymi bohaterami.  Tak przynajmniej twierdzi Matt Wagner (scenarzysta i rysownik), który obiecuje, że Grendel vs. The Shadow jest m.in. dla takich czytelników jak ja. Zachęca również do zakupu niewielka objętość tego crossoveru – jedynie trzy zeszyty (chociaż de facto jest to pozorna liczba, bo każdy numer ma liczyć 48 stron – co też w przypadku mini-serii nie trafia się często). Komiks zauważony został także na blogu Pulp Warsaw co dla również nie jest dla mnie bez znaczenia – Jakub Górecki generalnie ma nosa do takich klimatów (polecam bloga całościowo – bardzo oryginalne miejsce), więc nie wypada mu nie wierzyć.

3. Stumptown v3 #1 (Oni Press)

stumptown3

Wszystko z jednego chyba powodu: od 2012 roku, czyli od kiedy, całkiem przypadkowo zresztą, kupiłem pierwszy zeszyt drugiego story-arcu (The Case of the Baby in the Velvet Case), wciąż nie spotkałem lepiej napisanej postaci kobiecej. Wymiękają przy niej nawet te pozostałe wymyślone przez Ruckę, czyli Carrie Stetko, Tara Chase i Forever Carlyle. Dexedrine po prostu rządzi. Niepodzielnie. Żal mi tylko odejścia Southwortha z serii, bo bardzo jego styl był zrośnięty zarówno z historią jak i z postacią, ale Greenwood też powinien dać radę. Zresztą, co ja piszę – musi dać radę! Pisze oczywiście nadal Greg Rucka. Nie możecie tego nie kupić.

Powyższą listę uzupełniają jeszcze: Names #1 (Vertigo), Empty Man #4 (Boom!), Shadow: Midnight in Moscow #5 (Dynamite), Empire of Dead: Act Two #1 (Marvel).

Reklamy

The Case of the King of Clubs, czyli kolejne newsy o Stumptown

tumblr_mz3sogpKqa1r67kz0o1_1280

Tegoroczne Emerald City Comicon przeszło już do historii. Nie skuszę się na żadne podsumowanie tej imprezy, bo przyznam, że nie śledziłem szczególnie pilnie wydarzeń konwentu. Ponadto, jeśli wierzyć blogowi Image Comics Journal, to nie wydarzyło się tam nic godnego większej uwagi. Nawet jeśli Krzysiek Tymczyński patrzył na tę imprezę wyłącznie przez pryzmat Image, nietrudno odnieść wrażenia, że dotyczyło to również innych wydawnictw. Tym razem ECCC przeszło więc bez większego echa. Poza jednym małym, istotnym dla mnie, wyjątkiem. To czego osobiście chciałem się dowiedzieć wybrzmiało przy okazji konwentu i mogę napisać, że czuję się… zmieszany. Greg Rucka zdradził bowiem trochę więcej szczegółów z nadchodzącej w tym roku kontynuacji Stumptown.

Najistotniejszą bodaj zmianą w stosunku do dotychczasowych story-arców, będzie zmiana rysownika. Do tej pory ilustrowaniem serii zajmował się Matthew Southworth i wychodziło mu to świetnie. Portland w jego ujęciu miało swój niewątpliwy urok, do czego zresztą twórcy od początku zdawali się dążyć. Założeniem serii było m.in pokazanie specyficznego oblicza tej aglomeracji i to właśnie dlatego Rucka szukał  rysownika, który tak jak on będzie „czuł” to miasto. Southworth był idealnym kandydatem – znał Portland jak własną kieszeń. Połączenie sił dwóch localsów przyniosło spodziewane efekty. W przypadku nowego story-arcu rysownikiem będzie Justin Greenwood, odpowiedzialny za kreskę m.in. w Wasteland (Oni Press) i The Fuse (Image Comics). Rucka oczywiście go chwali, ale nie wiem, czy Google Earth albo chociażby fotograficzna dokumentacja wykonana na potrzeby serii będzie w stanie pomóc Greenwood’owi naśladować Portland tak  jak naśladował je Southworth – intuicyjnie i z wyczuciem. Przekonany jestem że zabraknie tego feelingu, ale na pocieszenie powinien zostać dobry scenariusz.

W przypadku fabuły Rucka obiecuje przede wszystkim dorzucić kilka nowych rysów do portretu głównej bohaterki. Sprawa, jakiej podejmie się tym razem, będzie bardzo osobista i ujawni nieco mroczniejsze cechy Dexedrine, oraz wystawi na światło jej przeszłość, o której seria  Stumptown  do tej pory milczała. The Case of The King of Clubs, ma być mocno sugestywną i najpoważniejszą jak dotąd opowieścią z cyklu. Ma być też dowodem, że Dex jest także bardzo niebezpieczną osobą, ukrytą zazwyczaj pod  maską kpiarskiej i wiecznie spłukanej hazardzistki.

Nowy story-arc wystartuje na jesieni tego roku i będzie liczył pięć zeszytów. Ciekawy jestem tych wszystkich zmian, więc z pewnością zainwestuję w serię. Zresztą inwestowałbym tak, czy inaczej – Stumptown jak na razie ma u mnie duży kredyt zaufania.

Powrót Dexedrine w 2014 roku

stumptown4…taką niespodziewaną (i równie lakoniczną) informację ogłosiło Oni Press na swoim  blogu. Stumptown, komiks o  brawurowej pani detektyw, wydany był do tej pory  w dwóch miniseriach: w 2009 i 2012 roku. Sama decyzja o wznowieniu tytułu nie powinna być dla nikogo zaskakująca, bo potwierdziło się tylko to, o czym jakiś czas temu wspominał Greg Rucka. Co jest natomiast największą niespodzianką to fakt, że Stumptown powróci jako ongoing. CBR prognozuje start serii najwcześniej w lipcu, ale więcej szczegółów dowiemy się pewnie już na nadchodzącym  Emerald City Comicon, zaplanowanym na 28-30 marca. Śpiewam ze szczęścia.

Stumptown Investigations

stumptownV1Greg Rucka to jeden z tych scenarzystów, który obsesyjnie wręcz powraca do swojego ulubionego motywu: kobiety. Autor Queen &Country wyraźnie poszukuje coraz to nowych kobiecych egzemplifikacji w swojej twórczości – na szczęście ma tą „odrobinę” talentu do komiksu i potrafi w nim o kobietach pisać zajmująco, co więcej nie nudzi mu się to i chyba powoli dochodzę do wniosku, że jest na tą drogę skazany. Seria Stumptown, która miała swój początek w 2010 roku, to kolejny przejaw twórczych zainteresowań tego scenarzysty. Wszyscy być może myśleli, że skoro była już Carrie Stetko i Tara Chase, to Rucka na jakiś czas odpuści i zajmie się innymi tematami. Niestety, do trzech razy sztuka – przyszedł czas na Dexedrine Parios.

Można by pomyśleć, że ten mocno eksploatowany aspekt twórczości Rucki w pewnym momencie osiągnie stan przesilenia: skończą się dobre patenty, postaci zaczną być powielane i właściwie to zawsze będzie ryzyko kopiowania sprawdzonych już konceptów: kobiety na tropie zagadki ( nie ważne, czy jest to sierżant, detektyw, czy agent specjalny). Jeśli chodzi o Stumptown nic takiego nie ma miejsca, ponieważ pomimo generalnych podobieństw, komiks serwuje czytelnikowi coś, czego wcześniejsze komiksy Rucki nie miały: Portland i Dexedrine. Przychodzi mi na myśl, i Stumptown jest na to dowodem, jak ważne jest miejsce rozgrywanej akcji i jakie znaczenie ma dla przedstawianej historii. Miejsce określa nie tylko klimat opowieści, ale także stanowi o charakterze postaci, jej historii. Są to banały, ale często się o nich zapomina, zwłaszcza w komiksie amerykańskim, superbohaterskim, gdzie miejsce jest w zasadzie tylko tłem dla rozgrywanej historii. Tymczasem Portland to miasto które zostawia na komiksie znaczące piętno. Nie jest to wprawdzie siedlisko moralnego zepsucia rodem z Fell Warrena Ellisa – śmierć nie czyha tam za rogiem i na ogół można czuć się bezpiecznie, ale pod miejską tkanką czuć zapach brudnych pieniędzy, korupcji i nielegalnego biznesu. Nikt jednak nie posuwa się tutaj za daleko, chyba że ma do tego istotne powody (albo jest lekkomyślny). Miastem nie rządzi sprawiedliwość, lecz lokalny finansowy potentat Hector Marenco, który nie zawsze prowadzi interesy zgodnie z prawem – w mieście nic nie dzieje się bez jego błogosławieństwa. Portland na kartach komiksu sprawia na ogół wrażenie zwyczajnego miasta, pozbawionego blichtru wielkomiejskich metropolii. Ważną rolę odgrywa tutaj społeczność – zwyczajni, boksujący się z życiem ludzie ,dla których Portland to właśnie tytułowe Stumptown. Jedną z przedstawicielek tej społeczności jest Dexedrine – główna bohaterka komiksu.

Najpierw jednak trochę o fabule. Zawiązanie intrygi jest banalne: Dex w zamian za spłacenie swoich długów w kasynie, przyjmuje zlecenie odnalezienia Charlotte Suppy. Zleceniodawczynią jest właścicielka kasyna, Sue-Lynne i nie pozostawia Dexedrine większego wyboru: dług jest duży, a pani detektyw notorycznie cierpi na brak kasy – pieniądze jej się najzwyczajniej nie trzymają. Dziewczyna będąca obiektem śledztwa zniknęła kilka dni temu, pozostaje jedynie kilka poszlak, ale wystarczających do znalezienia tropu. Komuś zależy jednak na przerwaniu dochodzenia, a Dexedrine wkrótce boleśnie się o tym przekona.

Detektyw Parios ma zdolność do ładowania się na własne życzenie we wszelkie kłopoty. Przede wszystkim sprawia wrażenie trochę lekkomyślnej i nieodpowiedzialnej, w życiu osobistym cały czas balansuje na krawędzi bankructwa – pomimo kiepskiej finansowej kondycji podejmuje grę w kasynie, a jednocześnie ma na utrzymaniu dom i brata z zespołem Downa (chociaż chłopak jest już w miarę dojrzały i raczej usamodzielniony). Dex potrafi pyskować kiedy trzeba i umie postawić się komu trzeba – zazwyczaj jednak z marnym dla niej skutkiem. Cechy niekoniecznie przydatne w życiu codziennym przydają się jednak w zawodzie detektywa, co nie raz miewa skutki jeszcze gorsze. Dexedrine wciąż potrzebuje adrenaliny i chyba nie potrafi bez niej żyć, na przekór prozie życia w którą jest wtłoczona. To oczywiście tylko jedna ze stron jej osobowości, ale bodaj najwyraźniejsza. Dex jest kolejną świetną postacią skonstruowaną przez Ruckę – przy jej tworzeniu opierał się m.in. na prozie Chandlera czy Lehane’a wzbogacając ją oczywiście o oryginalne cechy. Efekt jest wiadomy: postać jest bardzo wyrazista, a po lekturze łatwo się o niej nie zapomina. Z drugiej strony bohaterka ewidentnie przyćmiewa fabułę, a właściwie udanie maskuje jej niedostatki – muszę przyznać, że stricte fabularnie Stumptown nie jest niczym szczególnie odkrywczym: nie zostaniecie więc porażeni maestrią intrygi, a zwroty akcji nie będą należały do częstych. Na przekór głównej bohaterce narracja płynie tutaj spokojnym nurtem, momentami jest nawet trochę senna, o ile Dex nie dostaje łomotu, albo ktoś nie próbuje jej zastrzelić. Scenariusz to więc jedynie dobre rzemiosło, bohater to już natomiast przebłysk geniuszu Rucki, i powoduje że sam komiks, jako całość winduje o kilka poziomów do góry.

Wszystkiego dopełniają rysunki Matthew’a Southworth’a z kolorami Rico Renzi’ego – komiks pod ich dyktandem to był dobry wybór. Kreska swoim stylem zbliżona jest nieco do Stevena Liebera znanego z Whiteout,więc mamy tutaj do czynienia z rzetelną robotą, uciekającą od zbędnego efekciarstwa, skupiającą swoją uwagę przede wszystkim na postaciach. Portland jakie można zastać na kartach komiksu to przemysłowe, monotonne miasto o nieco undergroundowym charakterze. Ma swoją atmosferę, podkreśloną jeszcze bardziej ciemnymi w tonacji kolorami.

The Case Of The Girl Who Took Her Shampoo (But Left Her Mini), bo tak brzmi pełny podtytuł tej historii, ukazał się w wydaniu zbiorczym w 2011 roku. Oni Press poszło na całość i wydało komiks w wysokiej jakości: w obwolucie, solidnej, twardej oprawie i z kilkoma dodatkami w środku. Wydawca zdecydował się wyłącznie na taką formę, co nieszczególnie mnie dziwi – ta historia i w dodatku z taką bohaterką po prostu nie mogła zostać wydana inaczej.

stumptownV1Stumptown Vol. 1: The Case Of The Girl Who Took Her Shampoo (But Left Her Mini)

Scenariusz: Greg Rucka
Rysunki: Matthew Southworth
Kolory: Lee Loughridge, Rico Renzi, Matthew Southworth
Wydawnictwo: Oni Press